|
kiedy byłem małym chłopcem -To znaczy co? -Znaczy, że chcę spędzać z tobą jak najwięcej czasu, bo to naprawdę uwielbiam, naprawdę. Chcę się z tobą kochać. Chcę z tobą planować. Chce byc z toba w twoich dobrych i złych chwilach, aczkolwiek tych złych żeby było mniej. Chcę przeżywać je razem z tobą. I mówię to zupełnie szczerze. Szczerze spojrzenia wydawały się wyjątkowo ironiczne. Czy to znaczy, że nie ma możliwości przekonania kogoś to siebie? wisienka-gora 2009-09-06 22:40:59 skomentuj (2) non-magical lime pop Zostałam zdegradowana. To tak jakby zdjęto mi koronę z głowy, albo rozpruto pończochy, albo zrobiono mi jajecznicę z nieświeżysz jajek. Czuję się z tym jak Piotruś Pan na swojej osiemnastce. Ale na razie palę nocne papierosy z moim tymczasowym najlepszym przyjacielem, choć oboje wiemy, że to tymczasowe. Opowiadamy sobie o swoim życiu, znając je już i tak wystarczająco dobrze. Chyba żyję we własnym świecie, i, o dziwo, było mi tak dobrze, póki inni nie zaczeli być zazdrośni. Więc mnie zdegradowali. Jak można nazwać stolicę wyobraźni? wisienka-gora 2009-07-17 00:13:23 skomentuj (0) kwadratowe sombrero Nie chce mi się opisywać moich zachwiań nerwowych: ani niechcianych dzieci, ani całowania w metrze, ani łapania Warszawy w pociągu, ani niepotrzebnych telefonów, mojego dorastania w systemie edukacji też mi się nie chce opisywać, a tym bardziej dyplomatów z Brukseli, zwannych Iszkwanem, którzy tak czule głaszczą po ramieniu. Materiału na kilka miesięcy. Tylko Rabina w tym brak. Skoro i tak robić coś mimo woli, to dlaczego nie zmienić nastawienia i nie zrobić tego z chęcią? wisienka-gora 2009-07-14 01:30:18 skomentuj (0) cywilizowany świat biegnie prędko bury miś czemu w góry się nie wznoszę może teraz pójdę w górę miś zmartwiony prosiaczek chrząka sapie a zielona żabka w trawie wciąż przygląda się zabawie Mimo wszystko chcę mieć z nim dzieci, skoro nie mogę, to może dzieci w wyobraźni, albo dzieci wyobraźni. Zasypiając, kiedy myślę o tym jak "zdrowo popierdoleni" jesteśmy, rodzi się dziecko mojej wyobraźni, małe. Więc idę zapalić, siedzę z Maćkiem na wannie i palimy te vogue menthole. Całuje w szyje i znika za oknem, może nawet leci jak ta niania z bajki na parasolu (leci o ile obciął włosy i stał się bardziej areodynamiczny). -Wiesz kim jest XYZ? -Czy on nie żył w czasie drugiej wojny światowej? Ratował dzieci z sierocińca i zginął w Ausschwitz, to ten? -Nie wiem, ale zaprosił mnie na facebooku. Więc kim on dla mnie jest? wisienka-gora 2009-06-23 01:41:08 skomentuj (0) szczerość kluczem do egoizmu Pamiętasz lato ze snu, Gdy pisałaś: "tak mi źle, Urwij się choćby zaraz, Coś ze mną zrób, Nie zostawiaj tu samej, o nie". Aby być znowu w Tobie, Śmiać się i kląć, Wszystko było tak proste w te dni. Dane nam było, słońca zaćmienie, Następne będzie, może za sto lat. Plażą szły zakonnice, a słońce w dół, Wciąż spadało nie mogąc spaść, Mąż tam w świecie za funtem, odkładał funt, Mąż Twój wielbił porządek Narzeczoną miał kiedyś, jak sen, Z autobusem Arabów zdradziła go, Nigdy nie był już sobą, o nie W wielkiej żyliśmy wannie i rzadko tak, Wypełzaliśmy na suchy ląd, Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas, Meta była o dwa kroki stąd. Nie wiem ciągle dlaczego zaczęło się tak, Czemu zgasło też nie wie nikt, Są wciąż różne koło mnie, nie budzę się sam, Ale nic nie jest proste w te dni. I tak się zastanawiam, ile nas jest w nas, a ile daje nam zewnętrzny krąg. Póki gryzę, póki palisz, tak długo jest szczerze, co potem, "AF wie co". Mam ochotę posłuchać tej piosenki jeszcze raz, ale nie "Jolki", to tylko ogniska sprzed kilku lat, tej piosenki, która usypia i budzi i robi śniadanie w mieszkaniu na Kabatach od dwóch lat. Czym więc jest szczerość? wisienka-gora 2009-04-11 00:40:54 skomentuj (2) live it up Słucham przyjaciela Boba M., zwanego Marleyem, i patrzę posępnie na te buty. A miało to miejsce dzisiejszego dnia w mojej kurtce, co jej Aef nie lubi, a mniej konkretnie to między Wierzbnem a Racławicką. Przez kilka minut patrzyłam na buty, beżowe pantofle, ze ściętym, prostopadłym czubem. Mając w torbie aparat, zastanawiałam się, czy nie zrobić zdjęcia i podpisać: "Polacy, nie noście takich butów". Nagle zaczęły z nich wyraastać spodnie. Były w kant, nie wiem jakiego koloru. Rosły i rosły, były coraz dłuższe, potem stały się mnie płaskie, widocznie pojawiła się w nich noga. Czarny sznurek wirujący wokoło spodni poszerzył się, wzbogacił się o klamrę i owinął jako pasek. Konar, odziany w marynarkę we wstrętne białe prążki wyrósł z poziomu paska. Jego gałęzie obite były w ludzką skórę, którą było widać tylko przy końcach rękawów. Między nimi, po środku i w najwyższym punkcie (!), wyrastał dość gruby konar, na którym leżało okrągło gniazdo. Jego gałązki wiły się, uformowały kulę, te na brzegach stały się cieńsze i wyglądały jak włosy. Resztę gniazda pokryła skóra i mało estetyczne organy zmysłów. I tak stał się człowiek. Tak zrobiła to Ana, jak zrobił to Bóg? wisienka-gora 2009-04-08 21:14:16 skomentuj (0) rtg Masz faceta? No masz czy nie? Rzuć go, to ja będę cię kochał dnie i noce, pisał wiersze i grał na gitarze. Pamiętasz jak rozmawialiśmy... Czy ty byś chciała kiedyś? To dla ciebie, żeby nie zapomnieć. To może Antykwariat? To może, to może ja usiądę i będę grała na gitarze, na której nigdy nie nauczę się grać. Tylko słoneczników brak, tych pożegnalnych, więc idzie w dobrą stronę. Tramwaj Z5, po śniadaniu w Regenracji, regenerującej sałatce i kurach po świcie, spóźniły się, bo on je tak czule głaskał i szeptał do ucha i grał im na gitarze. Nie za dużo pytań? wisienka-gora 2009-03-23 20:04:46 skomentuj (3) ultymatywny ład Ostatnio zadano mi pytanie: "Kim jest Adam? Opowiadałaś o Maćku, ale kim jest Adam?" "Stan zaburzenia świadomości połączony z podnieceniem ruchowym, bredzeniem i halucynacjami." "Ciastko z francuskiego lub półfrancuskiego ciasta przekładanego kremem śmietankowym." "Ozdobny pasek materiału, wiązany na trójkątny węzeł, przy kołnierzyku koszuli lub bluzki; w zapasach: niedozwolony chwyt za szyję" A kim jest pytający? wisienka-gora 2008-11-24 20:55:48 skomentuj (1) kawo-pijąc
ANKIETA wisienka-gora 2008-09-24 20:36:00 skomentuj (1) sycylijskie imperium słońca Wydaje Ci się, że jesteś wyjątkowy, przynajmniej starasz się być. To staranie spotyka Cię na każdym kroku. Kiedy stoisz przed szafą, opowiadasz o imprezie, śmiejesz się do znajomego, wysyłasz smsa, robisz sobie kolację i czeszesz swoje cholerne kłaki na głowie. Jesteś więc wyjątkowy. Ale wcale nie jesteś, biurowa mrówo z ambicjami zawodowymi, które pozostaną ambicjami do usranej śmierci; zadbana dziewczyno, która i tak pozostanie brzydką; młody artysto, którego sztuka umrze młodo; dzieciaku, który myli pojęcia "seks" i "dorosłość"; atrakcyjna donno, która dopiero wieczorem przyznaje się do swojego kurestwa. Ale przecież na tym to polega! Każdy chce być wyjątkowy i spełniony, niezależnie, czy zaczęłabym od "Drogi Pamiętniczku" czy "Drogi Czytelniku". Czy nie takie są zasady gry? wisienka-gora 2008-09-20 00:57:07 skomentuj (1) pić, to co nam tu nawarzono " chodził za mną jak kot i chcial przytulić tańczył na środku ulicy i mówił jak piękny to jest wieczór powiedziałam mu wprost i wtedy pocałował w policzek i odszedł a odjeżdzał z piskiem opon i "kurwa" na ustach " Bo drugi raz tego nie powtórzę, a wymażę z pamięci, a może kiedyś w prezencie, dostanie ode mnie tego bloga. I wyjaśniać, nie, też nie, chciałabym, mieć piegi. Bez interpunkcji i bez łez, kolejny tylko Schnitt [sznyt] dla tego "Kochanie". Warto zaszufladkować czy zostawić nutkę nadziei na przyszłość? wisienka-gora 2008-09-04 22:18:34 skomentuj (1) sanktuarium
I znalazłam nową grę. Pudełko leżało trochę zakurzone na półkach mojej wyobraźni. wisienka-gora 2008-09-04 22:03:46 skomentuj (0) korniszony w kieszeni "Słoneczniki to najnowszy krzyk mody na pożegnaia!" - tak szczepcze się w kuluarach przyulicznej palarni na ulicy Madalińskiego. Zaciągam się papierosem. - Nie bierz więcej. Mam dosyć odwożenia cię do domu autobusem. Podnosi głowę, wciąż oparty plecami o mur. - Wiesz, że nie dam rady. Jestem kurwa rekreantem. - I nie przeklinaj, będziesz jak z filmu o patologicznych rodzinach. - Moi rodzice nie mają problemów, tylko ja, ale wiesz, że jako impotent nie będę zdolny nawet do in vitro. - Oddam ci moją komórkę i zrobisz z nią co chcesz. - Powiem sobie, że to najlepszy towar jaki miałem. Wiedząc o tym ucieszę się jak dziecko... Jak dziecko, kto tak mówił? - Cień mojej śniętej podświadomości - Artur. Ożywa i śmieje się szyderczo. - Tak! I będę kurwa w deszczu tańczył! Gaszę papierosa i zapinam torbę. - Dał mi pożegnalnego słonecznika, chociaż dzisiaj się z niego nie śmiej. To może być twoje jurne święto. Wiesz, że obraziłam polonistę? Zamyka oczy, więc mówię dalej. - Chodź, zanim twoi rodzice wrócą. Autobusem czy metrem? - Metrem, rozweselisz ludzi słonecznikiem. - Dobrze. I nie dzwoń do mnie dzisiaj w nocy, chce się wyspać. Sen kliniczny. Geje też dają słoneczniki na pożegnanie. Musi to więc być przenoszone na chromosomie X, bo kobiety słoneczniki same sobie kupują. Zadowolony? wisienka-gora 2008-09-03 23:10:03 skomentuj (9) alpha alpha Podchodzę do niego z zapalonym papierosem, komórką, flaszką wódki i butelką jakiegoś świństwa za dwa dziewięćdziesiąt (2,90zł). Siedzi na słońcu, w ramach okna, które nie ma szyb ani ram. Za nim rozciąga się szerokie pole jęczmienia, które delikatnie faluje. Pytanie tylko, czy to u mnie w głowie czy w rzeczywistości. Patrzę pod nogi. Ciemnofioletowe paznokcie u nóg pasują do upróczonych brudną ziemią z pola stóp. Mam wielką ochotę wejść do basenu, tak mam, ale w odległości kilkunastu kilometrów nie ma wody nadającej się do chłodnej kąpieli. Japonki, które teoretycznie, jak każde obuwie mają funkcję ochrony, zdają się być niczym pasującej do starej cegły kruszącej się na podłodze i ścianach. Podnoszę głowę i widzę nieco zza rozwianych włosów. -Pij. Twoja kolej. -Nie, ja już przed chwilem piłem, niech oni... -Pij, to Twoja kolej. -No dobra. I widzę jak przykłada butelkę do ust, po czym odstawia ją jak najprędzej. -Aleks, widzę. Pij. Patrzy na zawartość butelki, potem na mnie, w sufit, czyli w tym przypadku w niebo. -No dobra. Chuj im wszystkim w dupę. I "szerokim haustem" upija dużą część, ociera brodę dłonią i tak powstaje ze swojej nijakości. Większym realistą jest się rano, kiedy umysł jest świeży, czy wieczorem, po dogłębnej analizie? wisienka-gora 2008-07-04 17:35:41 skomentuj (1) apokalipsa i kamizelki z guzikami Stoję naprzeciw jemu, chodzę wokoło i oglądam. On nieruchomy, jak manekin, z tym stałym ciepło-serdecznym grymasem na twarzy. Po dokładnym obejrzeniu go, a przecież tak dobrze znanego, jedną osiemnastą mojego życia, jakby to powiedział Czesław Siwiński, podchodzę, a poszczególne częsci mojego i jego ciała stykają się. Lewą dłoń kładę pod jego łopatką. Prawą ręką wbijam gwóźdź, nie, nie chrystusowy, w moją lewą dłoń. Tą ruchomą ręką sięgam po młotek leżący przy moich stopach i kilkoma płytkimi zamachami wbijam gwóźdź głębiej, przechodząc przez moją dłoń tkwi w jego plecach. Następnie kładę prawą rękę na jego karku, kolejny gwóźdź sam gładko wciska się przez żyły, mięśnie i ścięgna, kończąc na przebiciu skóry na jego szyji. Wokół moich bioder czuję nagle coś zimnego, ale nie jestem zaskoczona. Metalowa obręcz przypominająca kajdanki owija mnie i jego i przytwierdza do siebie. Czerwona wstążka wysuwa się z tylnej kieszeni moich spodni, spada bezwładnie na ziemię, żeby potem owinąć się majestatycznie wokół naszych nóg. Kilka pętel, potem kokarda, idealna, jakby praca fachowca. Nasze kostki ściśnięte, bezmożliwościucieczki. Świadoma końca kładę głowę na jego ramieniu i zamykam oczy, potem patrzę tępo w jeden punkt. W tej samej chwili on ożywa. Bierze głęboki oddech i z zaciśniętymi oczami całuje mnie w szyję. Mówi szeptem "Tęskniłem, kochanie". Nie, to nie boli, to tylko sen. Sen, a rzeczywisty, wielokrotne deja-vu, proces, który widzę tylko ja. Czy to już apokalipsa koloru czerwonego? wisienka-gora 2008-05-04 12:55:33 skomentuj (1) czerwono czarni Latamy. Codziennie wznosimy sie ciut wyżej. wisienka-gora 2008-01-28 20:27:46 skomentuj (4) fantastyczna klamka czyli łom Brakowało mi tych nienormalnych rozmów, pełnych absurdu i abstrakcji, tego czego nie rozróżniam. Niby tak dobrze znany nieznajomy, a tak wciąż obcy. Patrzę nań szeroko zamkniętymi oczami. Obiecaj mi śniadanie w spokoju, tak mi mówi pewien Niemiec. Stefan Eicher, nawet solo ma, tak, ten kiedyś-był-przystojny Stefan, Staś. Będzie dzisiaj padać? wisienka-gora 2007-10-10 21:03:02 skomentuj (1) chińczyk z czerwonym nosem I znów jadę samochodem (co to jest z tymi samochodami?!), znów słońce jest nisko, znów na horyzoncie pola, ale jest inaczej. To tak jakby jeść truskawkę, a smakowałaby maliną. Jest obok mnie, ale tak daleko, tak inny, niż był wcześniej. Przegryzam koniuszek palca jak zręczny wędkarz zarzucający swoje narzędzie zbrodni. Patrzę za okno, dziwię się temu widokowi. Bo wszystko już tak znane, tak doskonale identyczne jak wcześniej, nie mające nic wspólnego z codzienną rzeczywistością, z tą cholerną rutyną. Mam ochotę klasnąć, obudzić wszystko, czas na zmiany moi mili, a raczej na powrót do tej normalności, do której przywykłam. Patrzeć i czekać czy działać i patrzeć? wisienka-gora 2007-10-03 23:02:51 skomentuj (0) trzy kropki i kilka kresek -Cii... Toż to 17! -Acha. I patrzyłyśmy, tak siedząc, kawo-pijąc. Bo są rzeczy, o których trudno powiedzieć, je trzeba wyrazić. A kawo-picie nadaje się do tego celu, jako tło rzecz jasna, idealnie. A początek tejże notki, był końcem gwarnego (słowo!) życia w rejonie Warszawa Centralna przynajmniej na kilka minut. Każdy patrzył się w jeden punkt, ten wyznaczony podświadomie przez mózg, podczas tego kojarzenia faktów, przypominania sobie, łączenia protein. Kilka minut. A później każdy szukał już w pełnej świadomości tysiący punktów w przeciągu minuty. Zastanawiam się. Jak słodki jest Słodki Cukierek, a ile czekolady mają w sobie M&M's i kiedy skończy się Światowy Zapas Tolerancji dla Zachowań Idiotycznych i Asocjalnych? wisienka-gora 2007-08-02 00:21:52 skomentuj (5) chorobowatość wątroby Słodki cukierek wyrasta za mną, głaszcze po ramieniu i mówi "dzień dobry koteczku". I kolejny raz stwierdzam, że mężczyźni brzmią tandetnie. I zaczynam robić lemoniade, toż to lato, czy lato miłości, czy loveparade, czy AF wie co. Pogoda sprzyja kontaktom? wisienka-gora 2007-06-04 20:44:05 skomentuj (3) kryształowy deszcz cd. Znów jadę samochodem, tym razem wolniej, bo w mieście, i tym razem w... nie mam słów, żeby określić to moje towarzystwo. Chyba trochę niedostępne, a może i za bardzo dostępne, bo nie powinnam, ale mogę. Zakazy są przecież do ich łamania, każde dziecko chce spróbować czegoś, co zostało mu zakazane. Zakazny owoc? Chyba nie w tym przypadku, za daleko wyszłam z myślami. To raczej takie grzeczne, potajemne. Bo wszyscy udają, że nic nie wiedzą. Słodki cukierek. Zbyt odpowiedzialna na "carpe diem"? wisienka-gora 2007-06-02 11:06:08 skomentuj (0) je suis d'accord "Siedzialm dumalem bo znowu w swieta czas mialem a mysle sobie na gg napisze jak na slotka miszke trafie moze mnie nie skrytykuje ze bandyta i zbok bo jestem sam wiec z nostalgi pisze a ze misiek urwisiek czasami rymuje i o oczkach cos na poczatek zamknij oczka i wyobraz siebie w zwiewnej sukience i uroczego misiaka ktory podchodzi do ciebie i delikatnie" ciąg dalszy pozwalam sobie pominąć GG robi się coraz bardziej interesujące. Będzie padało? wisienka-gora 2007-05-06 11:19:03 skomentuj (0) Suzanne -Pamiętasz, co ci wczoraj powiedziałem? -Tak, trudno zapomnieć. Tak szybko. -Więc chciałbym coś do tego dodać. [...] -To... może nie dzisiaj. Przecież nie spałeś, jest szósta rano, może prześpij się z tym i pogadamy innym razem, co? -Ale jedna noc nic nie zmieni, jestem pewien co chcę powiedzieć od wielu wielu dni i nocy. -Jednak bym nalegała. -Ale daj mi chwilę, muszę pozbierać myśli. -Proszę cię, nie dzisiaj. Wcześniej przytulając drzwi zamiast człowieka, teraz obrócił się i wyszedł. Po drodze obejrzał się, razy dwa. Do dwóch razy sztuka? wisienka-gora 2007-04-29 22:48:28 skomentuj (0) new york, new york ślub podwarszawski vol. 2 panna młoda: Kotek, co wygrawerujemy sobie na obrączkach? pan młody: Rozkład jazdy. panna młoda: Zamiast tych wszystkich pierścionków i obrączek wolałabym zęby górnej szczęki z tego białego złota. Kotek, da się przetopić? wisienka-gora 2007-04-22 20:10:02 skomentuj (0) wake up in a city that doesn't sleep wielkie podwarszawskie wesele, vol. 1 tany tany- Bardzo mi przykro, że się nudzisz. Ale to było oczywiste, w końcu nikogo nie znasz, a to tylko rodzina i znajomi. - I ty. Nie nudzę się, to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. tu tuli mocniej w towarzystwie pijanego - Bo widzisz, ja ją znam od... dziesięciu lat. Jest niepowtarzalną kobietą, ma urok i wdzięk, jest po pannie młodej napiękniejszą kobietą dzisiejszego wieczoru, musisz ją szanować... Zgadzasz się? - Tak, masz zupełną rację. chwilę później, bez mistrza Krzysztofa ze Świnoujścia ja: Jemu można wybaczyć te wszystkie kłamstwa, bo jest pijany w pień, ale tobie nie. on: Mówiłem ci, że w sprawach uczuć nie kłamię. Wierzyć, nie wierzyć, wierzyć, nie wierzyć, dać sobie spokój? wisienka-gora 2007-04-22 17:10:32 skomentuj (5) war in total "wyciąć z codzienności złapać za rękę zaprowadzić do mojego pokoju jeden utknął po drodze. drugi był, chwilowo. trzeci jest, daleko." Bardzo długo trwa zapewne, żeby to napisać. Retoryczne pytanie w zdaniu twierdzącym. Wiara - ba! Nadzieja! - w znajomości na odległość zaistniała w nakładzie "na lekarstwo", jak to stoliczna, tudzież stołowa społeczność mówi. Skrót przyjeżdża po buty? Ważne, że przyjeżdża, wtedy nie zalicza się do "dystansów". Będę ciocią! Małą, mięciutką poduszeczką przycisnę niewinną główkę, zatykając usta i w ciszy zmuszając do ciszy. Kiedy przyjeżdżają? wisienka-gora 2007-03-09 17:50:36 skomentuj (1) wodomistrz zwany hydraulikiem Usłyszane ostatnimi czasy w autobusie. Wchodzi dwóch mężczyzn, jeden po ciężkiej trzydziestce, pijany. Drugi młodszy, ze dwadzieścia bym mu dała. Lat, bo twarz miał przerażoną. "Młody, teraz, jak jesteś już warszawiakiem, to musisz zapamiętać trzy daty." tu należałoby zacząć notować "Pierwsza, to data twojego ślubu. Bo trzeba, a jak jest potrzeba to... No. Druga to data powstania warszawskiego, bo dużo nas pomarło. Trzecia data to wielka warszawska, wiesz, ta gonitwa na służewcu. KPW?" Kilka minut później osunął się na podłogę, a Młody zbierał go, jak dużą porcję żelatyny. Wysiedli na następnym przystanku i tyle po nich. Możnaby im było życzyć miłego życia, tak jak mam w zamiarze wszystkim napotkanym obcym. Przecież już go nie spotkam, prawda? wisienka-gora 2007-02-26 19:58:14 skomentuj (1) CasaFiesta Gdyby Mała Mi z "Doliny Muminków" sprzedawała choinki, to zapewne bym takową kupiła. Taką dolino-muminkową z odrobiną uczucia. Albo różowymi gałązkami. Narazie tylko Jola przyprawia mnie o róż, w oczach. Więc wróciłam z babskiego posiedzenia, ale w dobrym nastroju. Takie spotkania mnie nudzą. A takie stwierdzenia tym bardziej męczą. Zmęczona jestem wiecznie. Do książki telefonicznej dodałam dzisiaj nowego Kubę, i zapisałam nie przez "c", ale przez "k" jak Pan Bóg przykazał. Kiedy filmowy scenariusz dobiegnie końca? wisienka-gora 2006-12-22 23:35:31 skomentuj (4) tworzywo To będzie długie i męczące, więc pytam się siebie czy mi się chce. Scena I Zjeżdżam na zjeżdżalni w tym aquaparku we Francji, co to jego nazwa tak śmiesznie znajomo brzmi. Nagle dzwoni moja komórka. -Halo? -Cześć. Panicz. -Ach, cześć. -Słuchaj, ja wiem, że kontakty między nami ostatnio nie były zbyt dobre, że się nienawidzimy... Nie wszystko wyszło nam tak, jak chcieliśmy, ale może tak miało być. Ale ja dzwonię, żeby się pożegnać, bo mam zamiar popełnić samobójstwo. Scena II Nie wiem skąd, ale wiedziałam, gdzie się zabije. Idę tam i widzę tłum ludzi, moich znajomych, naszych, jego. Ktoś do mnie podchodzi i mówi. -Ania, wiesz co się stało? -Nie wiem. -On jednak nie popełnił samobójstwa! I wynurza się z tłumu ta jego nie-marna postać. Z pełnią pogardy w oczach patrzymy na siebie. Znów dzwoni mi telefon. -Halo? Piotrek. -Halo. -Cześć Ania. Podjąłem w końcu decyzję. Popełnię samobójstwo. Wracam do tłumu znajomo-nieznajomych ludzi, w płaczu i bezradności. Mówię im. -Właśnie stała się straszna rzecz. Mój przyjaciel popełnił samobójstwo. -A nóż wbił tu? Wskazujący i środkowy palec kieruje pod brodę. Ja na to. -Nie, tu. - tymi samymi palcami prawej ręki wskazuję skroń - Bo tutaj więcej krwi leci. Scena III Ktoś przywozi Piotrka na wózku inwalidzkim. Ma na kolanach kocyk, kołnież usztywniający na szyji. Z tłumu, a zarazem grupy wsparcia tworzy się impreza. Piotrek w ciągu kilku minut czuje się coraz lepiej w końcu wstaje z wózka. Idziemy na Pola Wilanowskie, gdzie z Mateuszem pijemy wódkę przy jego Jeepie. Odwożą mnie do domu, wchodzę cicho po schodach. Leżąc w łóżku dzwoni do mnie telefon. -Halo? -Halo? Ania? Idzik. -Tak. -Pewnych rzeczy nie rozumiem. Widocznie jestem tak beznadziejnym człowiekiem, że nie chcesz się ze mną spotkać. Z tego powodu popełnię samobójstwo. -Ale tylko na lotnisku, dobrze? -Dobrze. Scena IV Ja i Idzik biegniem za samolotem na płycie lotniska im. Frederyka Chopina. Snem można kierować? wisienka-gora 2006-12-16 19:50:30 skomentuj (6) Kraina Vinca Flynna Po zwycięskiej dezynfekcji łazienki przeszłam do zmiany pościeli. Siadam na podłodze i myślę, o tym łóżku, o kołdrze. O jednej poduszcze i o tym świeczniku na szafce nocnej. A ten świecznik mi coś przypomina, gdzieś już był świecznik przy łóżku. A może to świeczka była? W każdym razie. Głaszczę poduszkę i oddycham jeszcze przez chwilę tym powietrzem. "Po co?", więc wstaję, otwieram balkon, chociaż już ciemno i zimno. Potem poszło juz gładko, wszystko trzeba było wyczyścić, żeby z powrotem pachniało codziennością i monotonią - tak a'la Waniliowo. Na faktach autentycznych, ale nie w pełni? wisienka-gora 2006-11-26 22:06:30 skomentuj (2) |
|